| |
...
A może po prostu garbusik się obraził gdy zaczęłam w 1996
roku wzdychać do nowej miłości którą ujrzałam w
teledysku Alanis Moriserre Ironic - nie mam pojęcia - ale
naprawdę żal było się rozstawać.
Po długich latach
"chudych" dopiero w grudniu 2006 roku dopięłam
swego. Obserwując na bieżąco oferty Continetalów w Stanach
wpadło mi w ręce ogłoszenie, w którym pierwszy właściciel
sprzedawał swój samochód. Stan zdrowia nie pozwalał mu dłużej
użytkować autka. Piękny Lincoln Continental Mark IV z 1975
roku w kolorze brązowym, przebieg 38.000 mil od 1975 roku i
wiele szczegółów które mówiły o tym, iż samochód był
bardzo, bardzo szanowany oraz to najważniejsze PRZEPIĘKNE
OWALNE SZYBKI Z TYŁU. Dwa lata cierpliwości w poszukiwaniach
zostały wynagrodzone. Już wiedziałam że będzie mój.
Ponadto sprzedawca dorzucił mały prezent - w samochodzie
znajdował się pokaźnych rozmiarów karton z duża ilością
gazet dotyczących tylko i wyłącznie Lincolnów. |
|
|
Pierwsze dni z "Klamotem" bo tak go pieszczotliwie nazwałam nie były usłane "różami" i nie chodzi tu bynajmniej o stan samochodu, który był idealny, czy też jego "fochy" których
wogóle nie miewał. Drogą przez mękę okazała się polska biurokracja związana z zakupem, importem do polski oraz rejestracją samochodu zabytkowego. Żółte tablice do "klamota" który wpłynął do Polski w styczniu 2007 odebrałam dopiero z początkiem maja. Do dzisiaj uważam, że była to zemsta "garbatego". Po odbiorze tablic kluczyki w dłoń i od razu przed siebie. Jazda bez celu, warkocząca pod maską
siedmioipółlitorwa V-8 przypomniały mi dni z czasów garbusa. |
 |
|
|
Adrenalina na najwyższym poziomie - byłam WNIEBOWZIĘTA, i jak mawiali dwaj znani wszystkim Panowie:
"- Panie, ludzkim głosem nie można na to odpowiedzieć. Panie, trzeba tam być i zobaczyć. Potęga!
– Potęga! No mówię panu!
– Potęga, panie! Jak pragnę Boga."
Niemniejsze wrażenie samochód wywarł na bracie, który na widok wjeżdżającego na parking "klamota" uklęknął na brudnej ziemi
i w czystych ciuchach zaczął "walić pokłony" przed
samochodem - myślałam ze to ja jestem szurnięta, ale on okazał się niemniejszym "zboczeńcem". |
|
|
 |
Śledząc w wolnym czasie ogłoszenia pojawiające się po drugiej stronie wody, ujrzałam coś czego ujrzeć według mojego "klamota" raczej nie powinnam, a co spędzało mi sen z oczu. Przepiękny zielony kolor, zielone wnętrze, szerokie podesty, głowa kobiety ze skrzydłami na korku od chłodnicy wystająca ponad maskę,
której twarz smagana powiewami wiatru ukazywała wolność i szczęście. A co z tyłu? - OCZYWIŚCIE OWALNE OKIENKA. Ogłoszenie brzmiało jak z polskiej prasy motoryzacyjnej: Pierwszy właściciel, bezwypadkowe, historia auta udokumentowa, itp, itd.
A jak już zdążyłam się przekonać, najciekawsze historie pisze samo życie. Autko zostało zakupione przez pewnego Pana w 1926 roku,
który jeździł autkiem dość długo, w międzyczasie żeniąc się z pewną damą, która była od niego dużo młodsza. |
|
|
Pan zmarł w roku 1974, pozostawiając autko w garażu. Wdowa niestety prawa jazdy nie posiadała, a sprzedanie nie wchodziło w rachubę ze względów sentymentalnych.
Samochód przestał w garażu i został poddany nieco nieudanej próbie restauracji przez wnuczka. Który auto rozebrał, pomalował, lecz sił do ponownego złożenia
już nie wystarczyło.
88 letnia kobieta w roku 2008 postanowiła sprzedać autko i tak stałam się DRUGIM WŁAŚCICIELEM auta z 1926 roku, pamiętającego czasu AL Capone, prohibicji, ludzi budujących swe wielomilionowe fortuny od zera, początki kariery Louisa Armstronga, Charliego
Chaplina, założenie przez dwóch młodych absolwentów Yale magazynu "Time", narodziny filmu dźwiękowego i wiele wiele późniejszych wydarzeń...
Samochód przypłynął do Polski wraz z amerykańską tablicą
rejestracyjną na której widniał napis "HORSELESS
CARRIAGE" - bezkonny powóz. To było coś.
Wracając do myśli, iż nie powinnam ujrzeć tego autka miałam na myśli losy
Lincolna, którego wraz z mężem postanowiliśmy sprzedać aby sfinansować odrestaurowanie
Buicka. |
|
|
W duchu myślałam sobie, że Lincoln pozostanie ze mną na
zawsze, a wniosek ten wysnułam na podstawie znikomej ilości telefonów
w sprawie tego auta. Niestety proroctwa mojego brata się sprawdziły (jeśli ktoś zadzwoni
o to auto i nie będzie zadawał pytań w stylu: jaka pojemność,
ile pali na 100, ile ma koni lub ile ma do setki, to znaczy że je kupi - takie auta rządzą się odwrotnymi prawami niż auta współczesne). Jedyne z czego mogę się cieszyć, to fakt iż został zakupiony przez pasjonata
nieamatora, który posiadał już doświadczenie z autami zabytkowymi. |
 |
|
|
|
|
|
Kolejnym
auto to również niezwykła przygoda. Nadchodzący czas światowego
kryzysu zdusił kurs dolara do niezwykle niskiego poziomu, a mąż
wraz z bratem i kieszeniami napchanymi tanim dolarem
stwierdzili jak już dwaj powyżej cytowani Panowie że
"człowiek se musi czasem polatać". I polecieli.
Polecieli z zamiarem kupna kilka autek, ale zachowując się
jak małe dzieci które pojechały za komuny na wycieczkę do
zachodniej europy niechętnie chodząc po przybytkach kultury,
a widząc ogrom cukierków w sklepach dostawały wypieków na
twarzy (czytaj: od niechcenia kupowali jakieś współczesne
samochody, poświęcając większość czasu na oglądanie się
za starszymi - autkami oczywiście). I takim cudem w Polsce
znalazło się Camaro, oczywiście z rocznika 1968, które
wyglądem kojarzy mi się z roztrzepanym nastolatkiem w
trampkach. Ten młody gniewny określany był mianem drugiego
najbardziej kultowego auta lat 60-tych. Auto występowało w
wielu filmach i teledyskach, a współcześnie możne je
zobaczyć m.in. w teledysku Metallica - I dissapear.
|
|
|

|
| |
Kolejny przybysz to przepiękny kabriolet Oldsmobile Cutlass z 1968 roku w wersji
Supreme, który również jest efektem uzależnienia moich "chłopaków".
W tym miejscu niezbędny jest mały cytat dla zrozumienia wagi problemu z jakim mając "chłopcy"
doczynienia:
UZALEŻNIENIE - nabyta silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji. W szerszym kontekście uzależnienie może odnosić się do wielu innych zachowań, zwanych potocznie jako zaburzenie, czy też "wymykające się spod kontroli" zachowania. Uzależnienie psychiczne ma swoje neurologiczne podłoże i jest tak samo realne jak uzależnienie fizjologiczne z tą różnicą, że zmiany które powoduje nie cofają się samoistnie, albo cofają się bardzo wolno w skali życia osobnika. |
 |
|
|
A wracając do samochodu, jak już wspomniałam Oldsmobile Cutlass z 1968 roku, spróbuj zamknąć oczy i przypomnieć sobie słynną melodię z filmu "Gliniarz z Beverly Hills". I jak można nie kupić takiego auta, skoro człowiek wychował się na takich filmach :)
|
|
|
Kryzys światowy ocaleniem.
Ocaleniem od wieloletniego, ciągłego ględzenia męża na temat jednego i tego samego samochodu. Obiecał mnie i sobie, że w 2008 roku albo
go kupi sobie, albo przestanie już go szukać i o nim gadać.
Dzięki kryzysowi zdążył go kupić 31 grudnia 2008 roku, a po odbiór poleciał prosto z zabawy sylwestrowej w stanie lekko wskazującym. Historia tego samochodu jak i jego zakupu jest równie ciekawa, ale to może innym razem ....
|
|
|

Dla mnie samochód ten kojarzy się ze starszym ubranym w dżinsy i kowbojki
- kolegą wspomnianego wcześniej nastolatka w trampkach. Samochód ten zapracował sobie na miano najbardziej kultowego auta lat 60-tych, a jego nazwa jest reklamą samą w sobie - Ford Mustang GT500. Który rocznik - oczywiście ten jedyny słuszny :)
|

|
|
|
Powracając do kina lat 80-tych to
odpowiedź na poniższe hasła dla pasjonatów powinna nasunąć
się sama:
"Nie chcesz wiedzieć co on zrobił....Chcesz tylko
wiedzieć kiedy zostanie złapany."
oraz
"8 lat, 52 ofiary, 1 morderca."
|
|
|
Kolejnym przybyszem okazał się Plymouth Belvedere z 1959 roku. Była to główna bohaterka filmu
"Christine", który został nakręcony na podstawie książki Stephena Kinga o takim samym tytule. W książce mowa jest o samochodzie Plymouth Belvedere, w filmie natomiast użyto 22 samochody Plymouth Belvedere zarówno w wersji 4 jak i 2 drzwiowej oraz 1 sztukę Plymouth Fury jako tzw. "model pokazowy".
|
 |
|
|
|
Oczywiście pod maską rasowe "fałosiem", a dźwięk to czysta symfonia. Z tyłu skrzydełka wspominające czasy fascynacji w
podboju kosmosu. Lakier w kolorze krwistej czerwieni, a środek biało-czerwony.
Oglądając film samochód przyprawia o gęsią skórkę, ale
mogę zaświadczyć, iż odpowiednie podejście jest
odwzajemniane. |
|
|
|
|
|
ZAPEWNE WKRÓTCE POJAWIĄ SIĘ NOWE TROFEA BO POLOWANIE TRWA ....
a dla ciekawskich dodam, iż prawdopodobnie nie będzie to rodzima produkcja :)
|
|
|
|