1926 Buick Brougham

więcej >>

1959 Plymouth Belvedere

więcej >>

1967 Ford Mustang GT500 Eleanor

więcej >>

1968 Oldsmobile Cutlass
Supreme Cabrio

więcej >>

Mój kontakt z samochodami rozpoczął się od słynnego garbuska i nie była 
to zbyt pomyślna przygoda, a z pewnością nie było to z serii zabytkowe 
auto do ślubu. Garbusek był pełen połatanych kilogramami szpachli dziur, 
ledwie żyjącymi hamulcami oraz dziurą w podłodze. Był to pierwszy 
samochód po uzyskaniu  upragnionego prawa jazdy. Mimo wszystko 
kochałam ten zimny  kawał stali, bez żadnego logicznego wytłumaczenia, 
ciesząc się że  po prostu jest. Pozwolił mi nawet na poznanie pewnej 
znanej osobistości. Na widok męczącej się dziewczynki zapalaniem na 
popych zlitował się i pchał mi autko. Po kilku latach kiedy garbus wyzionął  
ducha, a brak funduszy uniemożliwiał tchnienie w niego nowego życia,  
postanowiłam go odsprzedać osobie zajmującej się garbusami. 
A może po prostu..........>>> czytaj dalej >>>

  ... A może po prostu garbusik się obraził gdy zaczęłam w 1996 roku wzdychać do nowej miłości którą ujrzałam w teledysku Alanis Moriserre Ironic - nie mam pojęcia - ale naprawdę żal było się rozstawać. 
     Po długich latach "chudych" dopiero w grudniu 2006 roku dopięłam swego. Obserwując na bieżąco oferty Continetalów w Stanach wpadło mi w ręce ogłoszenie, w którym pierwszy właściciel sprzedawał swój samochód. Stan zdrowia nie pozwalał mu dłużej użytkować autka. Piękny Lincoln Continental Mark IV z 1975 roku w kolorze brązowym, przebieg 38.000 mil od 1975 roku i wiele szczegółów które mówiły o tym, iż samochód był bardzo, bardzo szanowany oraz to najważniejsze PRZEPIĘKNE OWALNE SZYBKI Z TYŁU. Dwa lata cierpliwości w poszukiwaniach zostały wynagrodzone. Już wiedziałam że będzie mój. Ponadto sprzedawca dorzucił mały prezent - w samochodzie znajdował się pokaźnych rozmiarów karton z duża ilością gazet dotyczących tylko i wyłącznie Lincolnów. 
 
 
     Pierwsze dni z "Klamotem" bo tak go pieszczotliwie nazwałam nie były usłane "różami" i nie chodzi tu bynajmniej o stan samochodu, który był idealny, czy też jego "fochy" których wogóle nie miewał. Drogą przez mękę okazała się polska biurokracja związana z zakupem, importem do polski oraz rejestracją samochodu zabytkowego. Żółte tablice do "klamota" który wpłynął do Polski w styczniu 2007 odebrałam dopiero z początkiem maja. Do dzisiaj uważam, że była to zemsta "garbatego". Po odbiorze tablic kluczyki w dłoń i od razu przed siebie. Jazda bez celu, warkocząca pod maską  siedmioipółlitorwa V-8 przypomniały mi dni z czasów garbusa.
  
Adrenalina na najwyższym poziomie - byłam WNIEBOWZIĘTA, i jak mawiali dwaj znani wszystkim Panowie:
"- Panie, ludzkim głosem nie można na to odpowiedzieć. Panie, trzeba tam być i zobaczyć. Potęga!
– Potęga! No mówię panu!
– Potęga, panie! Jak pragnę Boga."
Niemniejsze wrażenie samochód wywarł na bracie, który na widok wjeżdżającego na parking "klamota" uklęknął na brudnej ziemi i w czystych ciuchach zaczął "walić pokłony" przed samochodem - myślałam ze to ja jestem szurnięta, ale on okazał się niemniejszym "zboczeńcem". 
     Śledząc w wolnym czasie ogłoszenia pojawiające się po drugiej stronie wody, ujrzałam coś czego ujrzeć według mojego "klamota" raczej nie powinnam, a co spędzało mi sen z oczu. Przepiękny zielony kolor, zielone wnętrze, szerokie podesty, głowa kobiety ze skrzydłami na korku od chłodnicy wystająca ponad maskę, której twarz smagana powiewami wiatru ukazywała wolność i szczęście. A co z tyłu? - OCZYWIŚCIE OWALNE OKIENKA. Ogłoszenie brzmiało jak z polskiej prasy motoryzacyjnej: Pierwszy właściciel, bezwypadkowe, historia auta udokumentowa, itp, itd. 
A jak już zdążyłam się przekonać, najciekawsze historie pisze samo życie. Autko zostało zakupione przez pewnego Pana w 1926 roku, który jeździł autkiem dość długo, w międzyczasie żeniąc się z pewną damą, która była od niego dużo młodsza. 
     Pan zmarł w roku 1974, pozostawiając autko w garażu. Wdowa niestety prawa jazdy nie posiadała, a sprzedanie nie wchodziło w rachubę ze względów sentymentalnych. Samochód przestał w garażu i został poddany nieco nieudanej próbie restauracji przez wnuczka. Który auto rozebrał, pomalował, lecz sił do ponownego złożenia już nie wystarczyło. 
88 letnia kobieta w roku 2008 postanowiła sprzedać autko i tak stałam się DRUGIM WŁAŚCICIELEM auta z 1926 roku, pamiętającego czasu AL Capone, prohibicji, ludzi budujących swe wielomilionowe fortuny od zera, początki kariery Louisa Armstronga, Charliego Chaplina, założenie przez dwóch młodych absolwentów Yale magazynu "Time", narodziny filmu dźwiękowego i wiele wiele późniejszych wydarzeń... 
     Samochód przypłynął do Polski wraz z amerykańską tablicą rejestracyjną na której widniał napis "HORSELESS CARRIAGE" - bezkonny powóz. To było coś. 
 
Wracając do myśli, iż nie powinnam ujrzeć tego autka miałam na myśli losy Lincolna, którego wraz z mężem postanowiliśmy sprzedać aby sfinansować odrestaurowanie Buicka. 
      W duchu myślałam sobie, że Lincoln pozostanie ze mną na zawsze, a wniosek ten wysnułam na podstawie znikomej ilości telefonów w sprawie tego auta. Niestety proroctwa mojego brata się sprawdziły (jeśli ktoś zadzwoni o to auto i nie będzie zadawał pytań w stylu: jaka pojemność, ile pali na 100, ile ma koni lub ile ma do setki, to znaczy że je kupi - takie auta rządzą się odwrotnymi prawami niż auta współczesne). Jedyne z czego mogę się cieszyć, to fakt iż został zakupiony przez pasjonata nieamatora, który posiadał już doświadczenie z autami zabytkowymi.
  
     Kolejnym auto to również niezwykła przygoda. Nadchodzący czas światowego kryzysu zdusił kurs dolara do niezwykle niskiego poziomu, a mąż wraz z bratem i kieszeniami napchanymi tanim dolarem stwierdzili jak już dwaj powyżej cytowani Panowie że "człowiek se musi czasem polatać". I polecieli. Polecieli z zamiarem kupna kilka autek, ale zachowując się jak małe dzieci które pojechały za komuny na wycieczkę do zachodniej europy niechętnie chodząc po przybytkach kultury, a widząc ogrom cukierków w sklepach dostawały wypieków na twarzy (czytaj: od niechcenia kupowali jakieś współczesne samochody, poświęcając większość czasu na oglądanie się za starszymi - autkami oczywiście). I takim cudem w Polsce znalazło się Camaro, oczywiście z rocznika 1968, które wyglądem kojarzy mi się z roztrzepanym nastolatkiem w trampkach. Ten młody gniewny określany był mianem drugiego najbardziej kultowego auta lat 60-tych. Auto występowało w wielu filmach i teledyskach, a współcześnie możne je zobaczyć m.in. w teledysku Metallica - I dissapear.     

       Kolejny przybysz to przepiękny kabriolet Oldsmobile Cutlass z 1968 roku w wersji Supreme, który również jest efektem uzależnienia moich "chłopaków". 
W tym miejscu niezbędny jest mały cytat dla zrozumienia wagi problemu z jakim mając "chłopcy" doczynienia:
UZALEŻNIENIE - nabyta silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji. W szerszym kontekście uzależnienie może odnosić się do wielu innych zachowań, zwanych potocznie jako zaburzenie, czy też "wymykające się spod kontroli" zachowania. Uzależnienie psychiczne ma swoje neurologiczne podłoże i jest tak samo realne jak uzależnienie fizjologiczne z tą różnicą, że zmiany które powoduje nie cofają się samoistnie, albo cofają się bardzo wolno w skali życia osobnika.
A wracając do samochodu, jak już wspomniałam Oldsmobile Cutlass z 1968 roku, spróbuj zamknąć oczy i przypomnieć sobie słynną melodię z filmu "Gliniarz z Beverly Hills". I jak można nie kupić takiego auta, skoro człowiek wychował się na takich filmach :)
 
Kryzys światowy ocaleniem. 
Ocaleniem od wieloletniego, ciągłego ględzenia męża na temat jednego i tego samego samochodu. Obiecał mnie i sobie, że w 2008 roku albo go kupi sobie, albo przestanie już go szukać i o nim gadać. Dzięki kryzysowi zdążył go kupić 31 grudnia 2008 roku, a po odbiór poleciał prosto z zabawy sylwestrowej w stanie lekko wskazującym. Historia tego samochodu jak i jego zakupu jest równie ciekawa, ale to może innym razem .... 
 


Dla mnie samochód ten kojarzy się ze starszym ubranym w dżinsy i kowbojki - kolegą wspomnianego wcześniej nastolatka w trampkach. Samochód ten zapracował sobie na miano najbardziej kultowego auta lat 60-tych, a jego nazwa jest reklamą samą w sobie - Ford Mustang GT500. Który rocznik - oczywiście ten jedyny słuszny :)

 

     
     Powracając do kina lat 80-tych to odpowiedź na poniższe hasła dla pasjonatów powinna nasunąć się sama:

"Nie chcesz wiedzieć co on zrobił....Chcesz tylko wiedzieć kiedy zostanie złapany."
oraz 
"8 lat, 52 ofiary, 1 morderca."
 
     Kolejnym przybyszem okazał się Plymouth Belvedere z 1959 roku. Była to główna bohaterka filmu "Christine", który został nakręcony na podstawie książki Stephena Kinga o takim samym tytule. W książce mowa jest o samochodzie Plymouth Belvedere, w filmie natomiast użyto 22 samochody Plymouth Belvedere zarówno w wersji 4 jak i 2 drzwiowej oraz 1 sztukę Plymouth Fury jako tzw. "model pokazowy".
     
     Oczywiście pod maską rasowe "fałosiem", a dźwięk to czysta symfonia. Z tyłu skrzydełka wspominające czasy fascynacji w podboju kosmosu. Lakier w kolorze krwistej czerwieni, a środek biało-czerwony. Oglądając film samochód przyprawia o gęsią skórkę, ale mogę zaświadczyć, iż odpowiednie podejście jest odwzajemniane.  
 
ZAPEWNE WKRÓTCE POJAWIĄ SIĘ NOWE TROFEA BO POLOWANIE TRWA .... 
a dla ciekawskich dodam, iż prawdopodobnie nie będzie to rodzima produkcja :)

 

 


 

Wymiana linków Page Rank Pisma procesowe Mapa polski Artykuły do przedruku Baza lekarzy Kuchnie świata Tapety Katalog www Korepetycje Ogłoszenia towarzyskie Noclegi nad morzem Praca zagranica Telefony komórkowe Działka budowlana Giełda samochodowa Internetowy Katalog Informatyczny Katalog stron Moderowany Katalog Ston PBmedia